Off Festival 2015

Dość krótka lista koncertów, które mi się podobały. Kolejność chronologiczna. Ciężko mi uwierzyć, że to już dziesięć lat… Czuję się jak jakiś weteran Jarocina, czy coś.

1) Kristen

off15 01

Solidny koncert bardzo dobrego zespołu, grającego obecnie muzykę, która mnie nie przekonuje. Ale że mieli już okres kilku płyt, które mi średnio podeszły (03-05), po którym nagrali rzeczy lepsze (?), to spokojnie czekam na następny materiał.

2) Songhoy Blues

off15 02

Czterech kolesi z Mali gra w sumie zwykłego rocka, ale po swojemu i z taką energią, że 99% białasowych składów może się schować. Klasyczny rockowy skład plus śpiewanie w lokalnym lengłydżu na trzy głosy plus mega gitarzysta. Jedni z niewielu, których niezbyt ruszyło występowanie na dużej scenie przed zachodem słońca [rasizm].

3) Ho99o9

off15 03

Szedłem na siku a tu nagle dwóch pojebanych mcsów + perkusista zaczyna rozkręcać jakiś ostry melanż na mini-scenie, ustawionej na półciężarówce. Klimaty ostrego industrial-elektro-rapu (cuś jak ATR) plus gangsta-nawijki plus wspinanie się na scenę, skoki w publikę, itd. Tzw. energetyczny koncert.

4) King Khan & the Shrines

off15 04

off15 05

IMO numero uno w tym roku. Funkadelic + Madness + gruby kanadyjski hindus ze skalą Freddiego Mercurego w gustownym kostiumie. Niby prosty rock, ale momentami przechodzący w ostre funky. Niby dystans, mruganie okiem i szydera, ale jednocześnie 101% rockendrola. Dali radę na głównej w pełnym słońcu i nawet bisowali. Sprawdziłem płyty, ale to nie to samo, co koncert.

5) Ogoya Nengo &The Dodo Women’s Group

off15 06

Trzy starsze panie na wokalu plus starszy pan na bębenku plus młodszy pan na bębnach. Pałer taki, że 90% młodzieży powinno spierdalać z show biznesu po zobaczeniu, jak powinien wyglądać dobrze zagrany koncert. Mega bębniarz na lokalnym zestawie, kasujący większość białych perkusistów jednym machnięciem pyty. Wytupani przy próbie zejścia, bisowli, potem naród się domagał więcej. Kenia reprezent.

6) Der Father

off15 07

off15 08

Numero duo festiwalu i ostatnia nadzieja białych. Nie za bardzo wierzyłem, że dadzą radę o 16 na głównej, ale na szczęście się myliłem. To, co na płycie, czyli świetne melodie, teksty, nastrój, brzmienie, pomysły. Plus Bart Magneto na lead gitce, Jeż Jerzy dużo gęściej bębniący niż na płycie, budząca szacun nie tylko wokalem ale też tzw. stylówą oraz ruchem scenicznym Aśka oraz tradycyjnie czasem długo poszukujący następnego podkładu Daniel. Głównie materiał z płyty, grany po kolei, plus bodaj dwa nowe kawałki (kowery?).

Naturalnie jakaś ciota z Wyborczej (na 100% fan Republiki) musiała się wymandrzyć:

Był jednak pewien szkopuł. Warszawska grupa nader umiejętnie porusza się gdzieś pomiędzy mroczną, morderczą balladą a równie mrocznym, transowym graniem pełnym zimnej elektroniki. I nie bardzo pasuje do tego taniec półnagiej, wijącej się wokalistki. To trochę tak, jakby zamiast odsłaniającej powolnym ruchem kolano Marleny Dietrich do berlińskiego kabaretu wpadła Pamela Anderson w bikini. Ten mały zgrzyt nie zepsuł jednak dobrego odbioru – zespół został przyjęty niezwykle ciepło.

Aż się prosi o komentarz ze strony Bogusława Lindy…

Drogi Przemku. Nie każdy w młodości grał w Starych Singers, żeby przeżyć cały koncert w koszuli i długich spodniach. Aśka miała się ubrać w stylu Anji Orthodox na zamku w Bolkowie czy co? Plus ja bym tej muzy w żadnym momencie nie nazwał „mroczną” czy „zimną”. Raczej pełną jakiejś wściekłej, kobiecej energii, której nie dała rady zabójcza temperatura + full słońce w czasie koncertu. Pełen respekt, że dali radę na tak dużej scenie, w pełnym słońcu i 40 stopniach.

7) Innercity Ensamble

off15 09

off15 10

Transowe impro-nie-impro na czterech perkusjonalistów plus drony Ziołka i Maćkowiaka plus dęciaki Jachny. Jeden z ciekawszych muzycznie koncertów, znowu na głównej w pełnym słońcu, znowu dali radę. W tym roku bardzo mi brakowało takich właśnie dżezowo-transowych-pseudoimpro rzeczy z poprzednich edycji (Hera, Fire!, Levity, Shofar, itp.), dobrze, że chociaż IE było i zagrało bardzo dobry koncert.

Bonusowy lol – myślałem, że większość tych dziwnych dźwięków na płytach to samplery. Okazało się, że to po prostu różne śmiszne przeszkadzajki + perfekcyjne ich opanowanie. Szaconek.

8) publika

Na żadnym koncercie nie musiałem kogoś opierdolić za gadanie pod samą sceną, co w poprzednich latach było sytuacją częstą. Jak ktoś chciał pogadać przez Ajfona tudzież omówić picie/ruchanie, to szedł gdzieś do tyłu a nie darł ryja głośniej od kapeli. Europa się tu robi czy co?

p.s.

Zrzuciłem ponownie i re-uploadowałem Esion Ewci. Okazało się, że poprzedni rip był skopany, o czym nikt mnie nie poinformował, mimo 70 ściągnięć kmiotów z całego świata. Pewnie audiofile, co wszystko ściągają, ale niczego nie słuchają. Co my byśmy bez kobiet zrobili…

Dzieki Paulina.