Izrael [1983] – Biada Biada Biada [LP]

Pierwsza płyta grupy Issiael. 🙂
Ciekawe, jak to faktycznie było z używaniem tej nazwy – nawet na etykiecie płyty jest przecież „Issiael”.
Brylu bagatelizował to w wywiadach, twierdząc, że to pomyłka dziennikarzy. IMO to mógł być jednak efekt strachu przed używaniem tego słowa przez dziennikarzy i „wydawcę”. Izrael? W Polsce? Po 1968? Panie, coś się Panu pomyliło…

*Edit 2017: Kwestię „Issiaela” wyjaśnia ob. Milo Kurtis we wkładce do płyty Geneza.

Jak ktoś woli CD-rip, to tutaj do ściągnięcia.

Dwa pliki flac + playlista w .cue + zdjęcia koperty:

https://mega.nz/#!35BV2TqQ!zMKkZcZVOgTrjN8CUElSpnYq0raewofOv2m2J56ZmXk

Brygada Kryzys [1982] – 1982 [LP]

W przypływie tzw. wolnego czasu zmobilizowałem się i zgromadziłem płyty, tokarę i kompa w jednym miejscu. I jedziemy z tym koksem.
Jakościowo ripy będa różne: na ogół sporo trzasków, czasem coś przeskoczy jak jest rysa, itp. Niektóre nośniki są jeszcze z lat 60-tych, więc chyba nawet umycie w ejakulacie jednorożca by nie pomogło, choć audiofile pewnie będą twierdzić inaczej…
Płyt nie fotografuję, bo mi się refleksy robią / nie chce mi się skanować / who cares.

Na początek debiut Brygady – wszyscy wiedzą o co chodzi, więc nie ma co się rozpisywać. Słuchać głośno.
No moje ucho to idzie sporo szybciej niż wersja CD. Nie wiem, czy to tak ma być, czy moja tokara ma za wysokie obroty. Wina ś. p. Jaruzela, jakby co.

Tu lepszy rip audiofilski:


Dwa pliki flac + playlista w .cue + zdjęcia koperty:

https://mega.nz/#!qgwRWRjC!pB-lsYHTzOBsXl_bX-ePyWawnib6HsMEZ7ivMpLuIk0

2014 w polskich płytach (B-D)


Strona B: Dla fanów (gatunku)


Xenony – XE

Elektro zainspirowane starymi dobrymi 8-bitowymi maszynami.
Ja tam byłem za Commodore, ale Atari 65 też spoko.


Merkabah – Moloch

Trzeci materiał warszawskich napierdalaczy. Widziałem na Offie i całkiem mi się podobało. Choć takich rzeczy to już raczej nie słucham.


Przyzwoitość – Być bezużytecznym

Okładka w 100% współgra z muzyką / tekstami. Muzycznie podoba mi się bardziej, niż poprzednie materiały. Tekstowo – jakby mniej. 🙂
A tak wogle, to gdyby kiedyś Polska miała problem ze zbyt dużą liczbą imigrantów, to wystarczy wysłać Darka na Eurowizję. I problem solved – pojadą gdzie indziej.


Kapital – No New Age, Innercity Ensemble – 2



Więcej ambientu (?) / dżezu (?), mniej bleku / folku. W zeszłym roku płyty okołoziołkowe podobały mi się bardziej (więcej się działo). Na razie to taka trochę dla mnie Ścianka: zawodowi muzycy / dziennikarze się jarają, a ja jakoś nie bardzo. Ale planuję jeszcze dosłuchać.


Kristen – The Secret Map

Coś chyba nie dorosłem do tego materiału. Wszyscy się spuszczają, a ja mam klasyczny tzw. wzwód do wewnątrz: niespójne, niezbyt ciekawe, zbyt mdłe, gdyby to nagrali debiutanci, to pies z kulawą nogą by się nie zainteresował.
Chyba nie mogą już dalej grać roka, czy co…
Ale może za krótko byłem w wojsku / za pół roku mi się spodoba.


Strona C: Lepiej (wpierw?) zajebać z netu:


Fisz Emade Tworzywo – Mamut

Płyta roku zdaniem mainstreamowych dziennikarzy, m. in. Agory (wydawca materiału) 🙂
Ja bym nieco polemizował, ale teledyski mają fajne:


A poważnie, to zawsze do młodych Wagli podchodziłem sceptycznie, ale widziałem ich na bodaj 3 koncertach (Tworzywo, Kim Nowak) i zawsze było porządne rzemiosło, super nagłośnienie, publika śpiewająca teksty i wogle. Czyli Rolling Stones / Iron Maiden 201x. Let’s show these niggaz some respect.


Voo Voo – Dobry wieczór

Pogłoski o śmierci Wojtka Waglewskiego okazały się nieco przesadzone. Na płycie dominuje motyw Gra-żony (momentami ciut przesmęcony), ale dwie rzeczy mi podeszły.
Po pierwsze, ten numer:

Przypomina mi się debiut z lat 80-tych. No i ten tekst…

„Czytam notatkę o jednym koledze,
I zastanawiam się co mu się stało.
A na ulicy drą się alarmy,
Hałasu widać było za mało.
Dzieciaków ciągle jeszcze przybywa,
Coś będzie się działo.

Robi się coraz głośniej wokoło,
Puszczają nerwy i kończą zasady,
Czytam gazetę i marszczę czoło,
Nie wiem czemu kumpel tak gada.
A niebo coraz ciemniejsze,
Zaczyna padać.”

Chyba Wojtek wreszcie zauważył, że plan pt. „Coraz starsze pijam wina, coraz lepiej po nich śpię” może w naszym regionie geograficzno-intelektualnym nie wypalić… 😦

Po drugie, oba kawałki, gdzie pojawia się desant azerski (Alim i Fargana Qasimov):

Tyle, że w sumie człowiek wolałby tutaj jeszcze więcej Azerów a mniej WuWu. Like: „instead of” mniej. 😦

Również oficjalny teledysk jest przykładem „Doing it wrong”:

Jak już krytyka publisi / społeczeństwa, to wolałbym w kastecie, a nie damskich rękawiczkach… W przeciwieństwie do klipów Fisza / Emadego, to jest w 100% z dupy wzięte.

BTW ciekawe, że Wojtek jest obiektem takiej niechęci bardziej „niezłomnych” kolegów (autobiografia Brylewskiego, wywiady z Tymonem). Przecież zrobił dokładnie to, co im się nie udało – żyje z własnej muzyki i ludzie go dalej chcą słuchać (w tym nowych numerów, a nie tylko starych hitów). A że to nie jest Fugazi / Inkwizycja? No, Maleńczuk / Kukiz to też nie jest…


Strona D: Jeszcze nie zapłacili obsłuchałem, ale planuję:


Ed Wood – Post-Mortem Lovers
Gaba Kulka – The Escapist

Nie ma na bandkampie / soundgłodzie – no bonus.

Jak się moje picki nie podobają, to tu macie opinie profesjonalistów:
B-hype

2014 w polskich płytach (A)

Strona A: Warto kupić


Der Father – Wake Up

Zdecydowanie płyta roku. Oryginalne brzmienie, brak słabszych kawałków, super wokale, krótko i na temat, dobre teksty, brak wirtuozerstwa (Rogewicz mógłby, ale tutaj akurat nie).
Super się tego słucha. Co chwila zmiana nastroju / stylu, ale jest to wszystko spójne. Bardzo dobre wykorzystanie wokalu jako dodatkowego instrumentu (różne charczenia, wycia i gwizdy, których Aśka używa jak sampli).
No i jeszcze jedna rzecz, tylko nie wiem jak to sformułować, żeby nie wyjść na męską szowinistyczną świnię… Otóż spora grupa naszych pań-muzyczek ma lekki problem, pt. co zrobić w czasie koncertu ze swoim ciałem. U panów nie ma problemu – mogą oni na scenie wyglądać generalnie jak chcą, w tym również nieco chujowo i nikt nie zwróci uwagi. Chociaż przykładowo klata Macia Morettiego, nogi Marcina Maseckiego czy też nakrycia głowy Piotra Zabrodzkiego mają swoje fanki, z tego, co mi wiadomo. Co innego panie: chujowy wygląd (np. kiecka-worek w stylu afgańskim) nie jest zalecany („Jak ona kurwa wygląda?”), natomiast przesadne tzw. wylaszczenie się może owocować zbytnim skupieniem się ałdiensu na tym elemencie („Janusz, patrz jaka zajebista dupa, idziemy pod barierki!”). No i wracając do Aśki Sokołowskiej… Otóż, być może z racji teatralnych konotacji, nie ma ona problemu z wykorzystaniem swojego, że użyję nieco okupacyjnego określenia, „dobrego wyglądu”, jako po prostu elementu występu.
Analogiczna sytuacja jest w przypadku Olgi Mysłowskiej – byłem dwa razy na Polpo Motel i za każdym razem widziałem osoby (żeby nie było – płci obojga), które weszły na salę przez przypadek, zobaczyły śpiewającą Olgę, i… zostawały do końca.
Wspólnym elementem obu zespołów jest Daniel Pigoński, więc może to jednak był jego Klawisz… 😉

Hajlajt: Wake Up 2 (mimo, że postanowili swoje dziecko trochę oszpecić w końcówce – jedyny utwór chyba celowo wydłużony, żeby nie był taki no… piękny po prostu). Cudo.

Klip do Der Mother:

Miss Sokolowska w innych wcieleniach:




Wovoka – Sevastopolis

 

Wyszła w 2015, ale chuj. Oczekiwałem drugiego cummingu Dżizasa, a dostałem… tylko (bardzo?) dobrą płytę. Wczem problem? Otóż, już przy okazji debiutu ludzie narzekali, że płyta jest dużo łagodniejsza niż koncerty, na których jest totalny rozpierdol (w pozytywnym sensie). Mnie to przy „Trees…” nie przeszkadzało, ale tutaj już tak.
Po wykurwistym koncercie w KRK kupiłem płytę, wróciłem do chaty, odpaliłem i… Co tu się kurwa wydarzyło? Goście? Po chuj? Gdzie jest perkusja Pawła, jednego z najlepszych polskich perkusistów, która na koncertach rozpierdala (może za blisko siadam, nie wiem)? Otóż jest ona schowana w głębokiej dupie (czasami słychać np. tylko talerze – WTF?), podobnie jak gitara Rogińskiego. Żeby było dziewczyny lepiej słychać? Na koncercie wszystko było słychać (oprócz czasami klawisza Oli, ale to pewnie dlatego, że siedziałem za blisko perkusji). Czemu to jest tak cicho nagrane (jedyny materiał, który muszę ostro pogłaśniać jak słucham na słuchawkach)? Cytując Rycha T.: kurwa, o co chodzi? To zespół tak chciał, czy to Kupicz / Witkowski tak zrobili? Generalnie, o ile koncert tegoż ęsąblu porównałbym do zdrowego pierdnięcia po spożyciu podwójnej porcji fasolki w schronisku na Ornaku, to ta płyta jest niczym dyskretne puszczenie tzw. cichacza w trakcie jazdy windą z koleżanką z korporacji, którą ewentualnie chciałbyś wyruchać (koleżankę, nie korporację).
No. A kompozycyjnie czy materiałowo jest… też jakoś tak mniej różnorodnie niż na debiucie. Fajne są głównie tzw. szybkie (Black Ghost, Dat Lonesome Stream), a tzw. wolne fajnie wychodzą na koncercie, ale niekoniecznie na płycie. No ale chuj – kasę i tak zespół ma z koncertów (if wogle), a na te zdecydowanie warto iść.
W kwestii kobiecej… Ola – wiadomo, choć bez perkusji to i tak nie jest w 100% to 😦 . A o ile początkowo Mewa chyba była traktowana trochę na zasadzie „tej młodej laski, która śpiewa w nowym zespole Rogińskiego” to teraz widać, że bez niej by tego zespołu nie było. Taki wokal robi zdecydowanie różnicę. Pamiętam, że na poprzednim koncercie po kulturalnej uwadze z jej strony pt. „Kurwa, prosiłam żeby nie palić”, towarzystwo krakowskie karnie gasiło kiepy, co wzbudziło mój respect, gdyż na podobne uwagi np. Brylewskiego nikt nie zwracał uwagi. Może to kwestia siwych włosów Roberta… W tym roku na Wołoce też napisali, żeby nie palić… i nikt nie palił. No kurwa europejskie centrum kultury się powoli robi normalnie.

Hajlajt: Dat Lonesome Stream (chyba jedyny utwór na płycie, który tak w 75% oddaje to, co słychać na koncertach)

Co do moich kwękań odnośnie brzmienia – porównajcie sobię płytę:


Choćby z tym (O ja pierdolĘ, wszystko dobrze słychać!):


Baaba – EasterChristmas

 

Powrót Barta Łeby (& Co) do formy. Miejscami lekki show-off (Jasiu Młynarski napierdala jak Zwierzak z Mapetów), ale jest to wszystko na tyle urocze (melodie, dystans do siebie, radocha z grania), że nie zmienia się to w jakieś dżezowe / maus on marsowe brandzlowanie się.
Chyba tyle – żeby mieli laski w zespole, to może bym się rozpisał.

Hajlajt: Ręce zmęczone…

Czek out their other shit:


Klip do Sopola:

^ (znowu Aśka – aż się boję odpalać nowy teledysk Rihany)


An On Bast – Songs For Running Through Grass

 

Elektro done right. Tym razem mniej transowo / nastrojowo niż wcześniej, a bardziej… tanecznie? Jak już wspominałem, przy większości elektroniki (Jacaszek, We Will Fail) schodzę z braku melodii, „dziania się” czegokolwiek, tudzież intrestu („Kurwa, to dalej ten sam kawałek, czy już następny?”). A muzyki Anki można słuchać, i to z przyjemnością.
Oprócz tego albumu, Anka wydała też dwie EPki:

 

AquaSounds @ SoundCloud

Trzy wydawnictwa w jednym roku? Coś nie bardzo po poznańsku…

Klipsy:


Również dowód na to, że kobieta w stroju sportowym też jest przeze mnie akceptowana.


Zamilska – Untune

Kolejne elektro done right, tyle że cięższe muzycznie / klimatycznie i aus Schlesien.
Hejterskie komentarze pod utworami Natalii mówią więcej o pojebaniu polskiego społeczeństwa niż niejedna Diagnoza Społeczna. Jak ci się bucu nie podoba, to na chuj to komentujesz? Wiem, wiem – Polak po prostu musi.
Natalia jest w wywiadach mocno pyskata „- Pani Nataliu, jak jest? – Generalnie chujowo.” Może to dlatego ten hejt… No i te artystowskie teledyski…


Jak szwagier kamerą VHS zrobi – akceptowalny niezal. Jak jest profesjonalnie – hipsterska chujnia.


Lotto – Ask The Dust

Nie jest to coś, czego bym słuchał np. w samochodzie w drodze do hipermarketu. W ogóle takich impro-transo-łomotów to raczej unikam, chyba że na koncercie – wtedy to wchodzi. No ale od każdego wyjątku jest reguła.
Paul Shpura, Lukas Rychlicki and Mike Majkowski napierdalają tutaj aż miło. „Country-jazz”? Co ci recenzenci palą?


Kryzys – 78-81

Reedycja dekady, czyli Kryzys nareszcie na CD. A konkretnie dwóch.
Płyta francuska + kaseta goldrockowa + koncert z Opola + inne takie. Plus darmowy kurs prowadzenia dialogu z publicznością.
Szeri – żetę.



Reszta (ci co mniej zapłacili gorsi) tak jakoś później.

Dolina lalek [2003] – Tribute To Kryzys Vol. 1 [CD]

Pierwsza część składaniki tribjutowej dla Kryzysu. Niektóre wersje chujowe, ale niektóre całkiem niezłe.
Pod wrażeniem sprzedaży (?), zespół aż się zreaktywował.
Jak mógł się nie załapać Ambiszon Starych Singi – nie mam pojęcia.



Pliki flac (EAC-Secure) + skany okładki i płyty:

https://mega.nz/#!z4RwgbIK!efuxY3wCxrLLVmeP5S90hF7mp_5_dpnQ5hMrXnw-p0k